niedziela, 27 lutego 2011

Last day

Otwieram stare, zakurzone pudełko, w którym przechowuję koronkowe światło przeszłości. Wszystko jest tak uporządkowane, w bezwzględnym chaosie myśli. Szafka zaskrzypiała tylko, protestując procesowi retrospekcji. Powiedziała, że zostały mi tylko zasuszone kwiaty, których nigdy nie dostałam, obrazy zdarzeń tak dalece dawnych. Pożółkłe kartki i wyblakłe pismo, a nad tym wszystkim ulotny głos i zapach. Zamykam jednak ukochaną szufladę na klucz, który odłożę teraz gdzieś wysoko na półkę.
To teraz toczy się życie, postępuje najważniejsza choroba umysłu. Pełna ukrytej uczuciowości wchodzę przez nieznane drzwi. Na moją twarz padł cień, spazm bólu przeszywającego moje neurony. Jeden impuls jeszcze kiedyś powaliłby mnie na kolana. Dobrze, że nie uderzyło mnie to wcześniej w twarz, ale na ten czas jestem w stanie wytrzymać. Nie upadłam. Moje rozchylone lekko usta chcą wypowiedzieć już tylko jedno. Mają teraz całkiem inne imię. Nawet nie spodziewasz się jakie. Dziś pogrążą się w zapomnieniu razem ze mną.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz