niedziela, 27 lutego 2011

Last day

Otwieram stare, zakurzone pudełko, w którym przechowuję koronkowe światło przeszłości. Wszystko jest tak uporządkowane, w bezwzględnym chaosie myśli. Szafka zaskrzypiała tylko, protestując procesowi retrospekcji. Powiedziała, że zostały mi tylko zasuszone kwiaty, których nigdy nie dostałam, obrazy zdarzeń tak dalece dawnych. Pożółkłe kartki i wyblakłe pismo, a nad tym wszystkim ulotny głos i zapach. Zamykam jednak ukochaną szufladę na klucz, który odłożę teraz gdzieś wysoko na półkę.
To teraz toczy się życie, postępuje najważniejsza choroba umysłu. Pełna ukrytej uczuciowości wchodzę przez nieznane drzwi. Na moją twarz padł cień, spazm bólu przeszywającego moje neurony. Jeden impuls jeszcze kiedyś powaliłby mnie na kolana. Dobrze, że nie uderzyło mnie to wcześniej w twarz, ale na ten czas jestem w stanie wytrzymać. Nie upadłam. Moje rozchylone lekko usta chcą wypowiedzieć już tylko jedno. Mają teraz całkiem inne imię. Nawet nie spodziewasz się jakie. Dziś pogrążą się w zapomnieniu razem ze mną.

sobota, 26 lutego 2011

Remind

Zapukała znów do moich drzwi jedna myśl. Jedna, która rozpadła się na niezliczoną ilość dróg. Zastanawiam się, rozdarta na pół, co ze mną będzie. Błagam los, aby żaden już krok nie był bolesny. Przyglądam się starym zdjęciom i zdmuchuję kurz ze starych wspomnień.. Opowiem Ci pewną historię. Jeżeli tylko chcesz słuchać, otwórz umysł. Powiem Ci, że wcale nie jest urzekająca, lecz idąca przez mękę i łzy. To tak wysoka cena, jaką trzeba mi było zapłacić za chwile uniesione do nieba i do tej pory ledwo mogę uwierzyć, że to naprawdę miało kiedyś miejsce. Każda piosenka ma miejsce, odnosi się do jednego epizodu. Pragnę uświadomić umysły wszystkich ludzi, z kim tak naprawdę mają do czynienia. Dwa razy podniosłam się, niezliczoną ilość razy upadłam a mimo wszystko idę dalej. Bo podnoszę się po raz trzeci, ktoś niewidoczny jeszcze dla moich oczu podał mi rękę. Moje serce jest tylko drobno potłuczonym szkłem, widoczne są świeże ślady niegdysiejszej obecności kogoś niezdarnego. Teraz jednak świeci słońce, którego światło radośnie załamuje się w pogrążonych w śnie odłamkach. Wysłuchaj uważnie, co tak pragną wyszeptać Ci do uszu, zapamiętaj jedyne słowa, które wypowiedzą.

Midnight

Spójrz mi w oczy. Czy widzisz w nich swoją twarz? A może pragnienie, które tak bardzo starasz się ukryć przed światem. Niech będą dla Ciebie zwierciadłem, które ukazuje to, co niekoniecznie chcesz zobaczyć. Codziennie uświadamiają mi, jak bardzo w tym wszystkim tkwię. Brnę dalej i po raz pierwszy wskazówki zegarów wcale się nie buntują. Chcą mi sprzyjać, niezauważalnie umykają całemu światu, który toczy się tak szybko. W mgnieniu oka chcę należeć do jednego bardzo konkretnego wszechświata, który istnieje od tak dawna, stworzony skinieniem ręki, namalowany jednym pociągnięciem myśli. Jak bardzo potrafi być szczegółowy? Tak naprawdę nie wiadomo już nic, bo jest zbyt oszałamiający, zbyt zachwycający. Mdleję na jego widok, a jednak nadal chcę być. Chcę mieć nadal tą przestrzeń w głowie, która pozwala mi biec naprzód albo bez celu cofać się pod prąd. Niech uczucia zabarwią zimną rzeczywistość, a wtedy ja pogrążę się w magii odniesień i wcale nie będę czekać na czterech jeźdźców. Moje oczy zobaczą tylko spragnioną iskrę wśród zamglonego obrazu, aż wszystko nastąpi po sobie w zamkniętym cyklu. Ręce błagają o ciepło, które już tylko jedno potrafi im dać. Mój umysł zapomni się, a rozum zatańczy z sercem o poranku, świętując każde narodziny nowego dnia. Zerwie polne kwiaty, a wiatr wplecie mi je we włosy, aby nigdy nie było dane mi zapomnieć. Zmysły oszaleją i uniosą się gdzieś pomiędzy światło a mgłę, zatoną i już nigdy nie będzie tak samo. Będzie już tylko cudowna amnezja i zamknę się w szczęściu. Będę niczym kwiat budzący się na samo wspomnienie pierwszych promieni brzasku. Bo tak naprawdę nie liczy się już nic innego..

piątek, 25 lutego 2011

Sunset

Miałam kiedyś marzenie, skrywane tysiącami uśmiechów i spojrzeń rzucanych w bok. Sen, który trwa do dzisiaj z siłą wyimaginowanych wspomnień odbitych w lustrze podświadomości. Sama myśl powoduje dreszcze, przeszywające całe ciało. Nigdy nie chcę zasnąć. Chcę wiecznie spadać w przepaść, z góry obróconej wierzchołkiem do dna. Czuję tylko, jak cząsteczki powietrza prześlizgują się po mojej skórze, powodując euforię samym swoim istnieniem. Moje płuca pragną wciąż więcej i więcej, a zmysły wciąż nie mają dosyć. Przesyca je egoizm, lecz tak dalece altruistyczny. Zamykam się w pokoju bez ścian, roztaczającym się na wszystkie horyzonty. Przenika go żółto - niebieskie światło zmieniające barwę na amarant. Mogłabym tak trwać do końca świata i wierzyć w swoją wyobraźnię, z delikatną pomocą nadziei, mojej ukochanej matki. Stałej towarzyszki, który jeszcze pcha mnie do przodu, chociaż teraz nawet nie nadąża. Zostały otwarte nowe drzwi, za którymi czeka mnie coś nowego i nieznanego, słodka tajemnica, która działa jak narkotyk. Spójrzmy prawdzie w oczy, królowo podświadomości. Powiedz mi, co teraz czujesz, a ja wyjątkowo Cię posłucham.

czwartek, 24 lutego 2011

Only shine

Ze specjalną dedykacją dla Przemka :D

Dni przechodzą przez palce jak piasek, są ulotne jak dym. Tak wiele się zmieniło. Pryzmat czasu zakrzywił wszystko doszczętnie, a ja nadal nie mam dosyć. Moje palce ledwie dotykają ziemi, a ja unoszę się w tym wszystkim oszołomiona całą cudownością. Moje włosy powiewają na wietrze, uwolnione lekkim dreszczem przechodzącym przeze mnie. Spontaniczność nadaje życiu tak dalece inny smak niż do tej pory. I mogę nareszcie poczuć tą niecodzienną mgłę. Czuję rosę na moich rzęsach. Promienie słońca badają ciekawie moją uśmiechniętą twarz, zastanawiając się, kim tak naprawdę jestem. Otóż odkryły we mnie prawdę, już nie skrywaną, tak namiętną radość. Radość trwającą od przebudzenia do zaśnięcia, pojawiającą się w moich snach. Chcę, by trwała. Pragnę znów nie oglądać się z lękiem za siebie i biec do przodu, jednocześnie zatapiając się w każdym szczególe. Nie wiedzieć, dokąd idę. Rozpłynąć się w jednym fotonie całego przepychu światła, które czyni moją skórę tysiącami tęczy. Chcę tylko odetchnąć.



poniedziałek, 21 lutego 2011

New end, old beginning

Witam na nowym blogu! Almostover nie istnieje już od dawna, przeniosłam się tutaj ze względu na większe możliwości i wygodę. Na początek próbka starszych zdjęć :)