środa, 20 kwietnia 2011
Shiver
Chcę zniknąć, na ten jeden dzień. Zatrzymam czas, obecny będzie tylko jeden dreszcz, kiedy szłam samotnie w stronę słońca, a stary towarzysz wiatr rozmawiał ze mną, pocieszając mnie. Wpatrywałam się z mieszanymi uczuciami w horyzont, dając się oślepiać złotemu światłu, kiedy zwiedzało moje szklane źrenice. Ukryłam się za zasłoną żółtych szkieł, szłam nie wiadomo gdzie. Omijałam dom szerokim łukiem, wszystko odpychało mnie od drzwi na czwartym piętrze. Tylko chłód pchał mnie do środka, i zbyt dobrze znane ulice. Skaczę do wody, bez świadków, z wstrzymanym oddechem zamykam oczy. Koniec, pragnę końca, żeby wstać jutro bez emocji, zapracować się do granic możliwości i znowu pójść spać w zamkniętym pokoju. Bez żadnych oznak życia zapadnę się i zniknę przed światem, razem z moim chaosem myśli. Chodź tam razem ze mną, odmień wszystko na nowo, jak robisz to na co dzień.
sobota, 16 kwietnia 2011
Mist
Wszystko jest za mgłą, słońce prześwieca ją na wylot, wyłaniając delikatnie najważniejsze kontury. Rozpływam się w powietrzu, unosząc się nad ziemią, a wiatr bawi się kosmykami moich włosów, nasyconych tym wspaniałym zapachem. Jakby specjalnie, zostaje ze mną aż do wieczora, abym mogła wciąż przeżywać to wszystko jeszcze raz. Boję się. Boję się, że to wszystko pryśnie jak kolorowa bańka, która trafia na przeszkodę, albo po prostu pęka w ramionach kogoś, kto próbował ją złapać. Boję się szybkości zdarzeń i tego ogromu przede mną. Chcę tylko, aby nasz wspólny cud dalej trwał, bez zbędnego pośpiechu. Stań się moim snem, wiecznym marzeniem, które teraz się spełnia. Delektujmy się każdą chwilą, kiedy słońce całowało policzki, a my nie mieliśmy siebie dosyć. Przyjdzie czas, kiedy dokończymy wszystko kolorową kredką, zaznaczając linie i wieńcząc cały witraż naszych prywatnych momentów. Kochaj mnie, z każdym dniem coraz mocniej. I nigdzie się nie spiesz, czekałam tu przez cały czas.
czwartek, 14 kwietnia 2011
Amnesia
Zapominam o wszystkim, nieodwracalny proces w mózgu wkrada się w każde wspomnienie, które zamazuje się w pamięci. Jedna, wszechobecna już myśl, budzi mnie swoim tchnieniem i kołysze do snu, szepcząc słowa wypowiedziane gdzieś pomiędzy pocałunkami. Rzeczywistość znaczy zębami moją szyję tak pięknie, że staję się sadystką i umieram, jednocześnie rodząc się na nowo. Uzależnienie, niebezpieczne uzależnienie zawładnęło mną wśród kilku chwil, cieni i oddechów. Chcę, żeby moje życie zawsze miało w sobie tę niesamowitą spontaniczność i w jednym momencie nabierało tysiące znaczeń, rozszczepiało się na tysiące wiązek i ginęło w czerni bardzo szczególnych źrenic. Zapisuję wszystko skrzętnie, aby na zawsze mieć swój narkotyk chociaż w małej ilości. Urodziłam się, aby umierać z każdym dniem, czuć do granic możliwości i widzieć zbyt dużo, a jednak jest pięknie. Witraż stworzony ze snu teraźniejszości, wystarczyła jedna iskra, aby sprowokować pożar, jeden szept, aby stworzyć całą lawinę uczuć. Jestem płomieniem, tańczącym w farbowanym deszczu. Nie muszę wiedzieć, dokąd idę. Mam przed oczami swoje prywatne światło, które chwyta mnie w ramiona, a ja topię się w nim, aż czuję tylko dreszcze, najcudowniejsze dreszcze...
sobota, 9 kwietnia 2011
Feel
Każdy zmysł krzyczy wewnątrz mnie, chcąc jeszcze. Przecież niedawno jeszcze nie było nic, tylko ból po czymś nijakim, istna pustka. Cała burza, jaka szaleje wewnątrz, przypomina mozaikę ze wspomnień, filmów i marzeń. Sztorm krwi wydostaje się na zewnątrz, mieniąc się tysiącami barw. Słońce gładzi cudownie twarz i świeci prosto w źrenice, a ja czuję, że jestem w odpowiednim czasie i miejscu. Czekałam, czekałam długo, ale wiedziałam, że kiedyś jeszcze znajdę swoje pięć minut, tylko dla mnie. I nie będzie się liczyć już nic, tylko krople deszczu będą spokojnie płynąć jak zawsze. Będę się przyglądać każdej chwili milion razy, aż nauczę się na pamięć, nie po kolei, w cudownym chaosie wypływającym wprost z serca. Jeden ruch i wszystko się zaczęło, niech trwa jak najdłużej, a los niech nigdy nie poskąpi mi mojego narkotyku. Bo ja wcale nie wybieram się na odwyk.
poniedziałek, 4 kwietnia 2011
Sky
Gdzieś pomiędzy światłem a cieniem wydarzał się istny cud, spontanicznie spełniało się każde z marzeń, a zegar szalał, zupełnie jak podświadomość. Łapałam każdy oddech i moment, na zawsze zapisując w zakamarkach istoty szarej. Krew wciąż roznosi po ciele zapach waniliowego tytoniu i zielonej herbaty, słodki smak gorąca wprawia mnie w drżenie. Nie mam przed zmysłami nic innego, upajam się tylko wspomnieniem, nadal nie dowierzając, że coś takiego zapisało się naprawdę w mojej pamięci. Nie mówię nic, po prostu przeżywam wszystko od nowa, nazywam każde wypowiedziane słowo i kroplę deszczu, która dotknęła mojej skóry. Wyciągam ręce, łapiąc najwięcej jak się da, aż do bólu. Gwiazdy patrzą tylko niemo, zmieniając cały światopogląd, burząc wszystko wyciągają mnie za włosy do góry. Mówią czule, szeptem, który głaszcze mnie po twarzy. Płonę innym ogniem, a przecież to tylko kilka chwil. Świat jest już innym odbiciem, pełnym blasków zakrytym dla oczu echem. Przecież nic już nie będzie takie samo.
Tym razem pani fotograf wczuwa się w rolę modelki [fot. Anna Fidor]:
Tym razem pani fotograf wczuwa się w rolę modelki [fot. Anna Fidor]:
Subskrybuj:
Posty (Atom)
