czwartek, 14 kwietnia 2011

Amnesia

Zapominam o wszystkim, nieodwracalny proces w mózgu wkrada się w każde wspomnienie, które zamazuje się w pamięci. Jedna, wszechobecna już myśl, budzi mnie swoim tchnieniem i kołysze do snu, szepcząc słowa wypowiedziane gdzieś pomiędzy pocałunkami. Rzeczywistość znaczy zębami moją szyję tak pięknie, że staję się sadystką i umieram, jednocześnie rodząc się na nowo. Uzależnienie, niebezpieczne uzależnienie zawładnęło mną wśród kilku chwil, cieni i oddechów. Chcę, żeby moje życie zawsze miało w sobie tę niesamowitą spontaniczność i w jednym momencie nabierało tysiące znaczeń, rozszczepiało się na tysiące wiązek i ginęło w czerni bardzo szczególnych źrenic. Zapisuję wszystko skrzętnie, aby na zawsze mieć swój narkotyk chociaż w małej ilości. Urodziłam się, aby umierać z każdym dniem, czuć do granic możliwości i widzieć zbyt dużo, a jednak jest pięknie. Witraż stworzony ze snu teraźniejszości, wystarczyła jedna iskra, aby sprowokować pożar, jeden szept, aby stworzyć całą lawinę uczuć. Jestem płomieniem, tańczącym w farbowanym deszczu. Nie muszę wiedzieć, dokąd idę. Mam przed oczami swoje prywatne światło, które chwyta mnie w ramiona, a ja topię się w nim, aż czuję tylko dreszcze, najcudowniejsze dreszcze...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz