niedziela, 27 marca 2011

Entrance

Spontaniczne, jasne wspomnienia, graniczące ze snem na jawie, odtwarzane wciąż i wciąż. Bez słowa wkrada się cudowność chwili, radość wypełniająca po brzegi. Nowa fala wrażeń powodująca bezsenność, jednak jest w tym wszystkim to coś, potrzebne do wypełnienia co do mnie należy. Chcę, aby moje życie zawsze już takie było, żadnych schematów, tylko wolność. Lekko lecąc zastanawiałam się i dochodząc do zaskakujących wniosków, wróciłam do punktu wyjścia. Czuję, że to jest ten czas, to miejsce, mimo razów otrzymywanych od losu zawsze przyjdzie coś w najmniej oczekiwanym momencie, z najmniej oczekiwanej strony. W każdym razie, pogrążam się w dźwięku, zapachu pozostałym na włosach i dziękuję słońcu za całe życie.


Na deser: Koralina

piątek, 25 marca 2011

Changeable silence

Wszystko jest tak zmienne, cały miraż dźwięków, obrazów, spontaniczności, moja mała rzeczywistość tworzy jedną, nieukształtowaną całość. Świat został świeżo zburzony, aby odrodzić się na nowo, stary, powtarzający się i tak dobrze znany schemat, z napisem "Nie dotykać". Moje myśli tratują wszystko wokół, biegnąc stadem przyczyniającym się do zagłady. Gwiazdy spadają z nieba, przez moment przyglądając mi się, na chwilę współczując i zaraz zapominając, biegną dalej i dalej.. A ja stoję, pokrywam się kurzem, czekając wciąż na jeden błysk. Konkretny, wymarzony i wytęskniony, który nigdy nie miał racji bytu. Teraz już tylko przepełnia mnie dźwięk, wprowadza w trans i wyolbrzymia każdą sekundę do struktury wieku. Przyjrzyj się jeszcze raz, jeden ostatni raz. Przecież wiem, tak łatwo było to wszystko zburzyć.

sobota, 19 marca 2011

Portrait

Dziś owocna sesja z modelem o imieniu Mateusz, który dzielnie próbował się nie śmiać. Dziękuję za pozowanie, miejmy nadzieję, że dziewczynie się spodoba, a ja nie wyrzucę aparatu przez okno :)

sobota, 12 marca 2011

Pain

Idę przed siebie gdzieś, patrząc i nie widząc nic. Wyszłam sama, nikogo nie spotkawszy, nawet słońce nie zaszczyciło mnie swą obecnością. Porażka za porażką, i nie mam wyboru, bo przecież nie skoczę w ciemną otchłań. Chociaż zostało mi tylko to. Ale pamiętam, że nadzieja umiera ostatnia. Idę, mijając coś szczególnego. Na chwilę oczyszczam umysł, jednakże dziwna rzecz ściąga mnie na ziemię. A ja spadając, uderzam mocno. Obok mnie jest tylko powiększająca się kałuża krwi, mieniąca się milionami kolorów. Żadnych świadków, żadnych łez, nic. Tylko samotna cisza, a ja czuję się, jakbym nadal spadała w dół. Coraz dalej w serce wbija się ból, jakby chciał wyciągnąć ze mnie niezaatakowane cząstki. Czuję, że idzie koniec, i że niedługo przeciągle spojrzę mu w twarz. Przecież zawsze kończy się tak samo. I zawsze mam to samo pytanie. Poddaję się, powoli czekając. Na próżno wsłuchuję się w powietrze, nie słychać żadnych kroków. Bez uprzedzenia los postanowił odwrócić się do mnie plecami, jak zawsze to robi w takich momentach. Za moimi oknami pada deszcz, a ja chętnie wyjdę mu naprzeciw. Ze słowem 'koniec' na ustach, którego tak bardzo nienawidzę. Krew przestała krążyć, dźwięk nie rozchodzi się do końca w powietrzu a ja już zawsze będę stać w tym miejscu, umierając po stokroć.

Venice

Coś na dzisiaj, czyli fotki z wakacji, choć kompletnie nieadekwatne.

środa, 9 marca 2011

Only silence

Palę wszystkie nieaktualne wspomnienia, niszczę listy, kasuję wiadomości. Robię to, co już dawno należało uczynić. Każdy krok stawiam już tak wątpliwie, bojąc się posuwania naprzód. Oglądam się za siebie po raz ostatni. Widać tylko dwa ślady stóp, gdzieniegdzie krople łez i ślady krwi. Droga przez mękę, nieraz jednak coś odrywało mnie na chwilę od ziemi. Najgorzej jednak było czołgać się po ziemi, w cieniu nieprzychylnych drzew, które niemo patrzyły, szyderczo się uśmiechając. Idę prosto, nie wiedząc gdzie dokładnie, lecz wszyscy spotkamy się na jednej stacji przeznaczenia. Spójrz, już niedługo wschód. Młode promienie świecą mi w twarz, a ja mrużę oczy zachwycając się dogłębnie. Cały ten obraz zostaje we mnie, aby przeżywać go wciąż i wciąż, za każdym razem inaczej. Cudowna niepewność ogarnia mnie, kiedy wrócę do zmysłów po całym mirażu snów. Wyciągnę jeszcze raz ręce do góry, witając nowy dzień i całując głupią nadzieję w czoło. Jest moją jedyną towarzyszką, która przeżywa ze mną wszystkie chwile, odbija echem w zwierciadle mój głos, nie tracąc całkiem sensu. Co więcej, każdy bodziec dociera ze zdwojoną siłą, uderza w twarz. Szukam czegoś w ciemności, jakiejś podpory, która sama weźmie mnie w ramiona i poprowadzi dalej.

wtorek, 8 marca 2011

Dream

Całe miasto w kwiatach, słoneczny dzień wyjęty z życiorysu i szczęśliwi ludzie, którzy nieświadomie powrócą jutro do szarej rutyny. A ja w tym wszystkim, błądzę wzrokiem, zawieszona, rozmywająca się na horyzoncie. Idę wolno, chwytając każdy szczegół na moment, aby zaraz zwrócić mu wolność. Rozpływam się w dźwięku, tak, że sekunda zdaje się godziną. Wspomnienie. Jedna twarz, która przeszywa mnie dreszczem. A potem brutalnie budzę się. Znów to samo miasto, wiosenny wiatr we włosach, ale myśli wciąż tego samego koloru. Przecież ja tak uwielbiam oszukiwać samą siebie. Idę, nie wiadomo gdzie, czekam, aż chwycisz mnie za rękę i zdejmiesz mi opaskę z oczu. Pokaż mi cały swój świat. Wyciągnij mnie spod powierzchni, tylko czekam, aż postawisz mnie przed sobą i podarujesz mi życie. Cały czas..

poniedziałek, 7 marca 2011

Nothing

Chowam potulnie twarz w dłoniach, patrzę gdzieś w otchłań głowy. Wpadłam po uszy i zachłysnęłam się powietrzem, gubiąc się pomiędzy całym, obcym mi już porządkiem. Potykając się o własne nogi, podchodzę do okna. Kieruję swe oczy na zachód, piękne niebo dodające otuchy. Błądzę rękoma w ciemności i nie mówię już nic, ginę w ciszy, która postanowiła znowu mnie otulić. Mimo wszechogarniającej senności trwam. Czekam już nie wiadomo na co, liczy się samo to, że czekam. Słowa odbijają się od ścian, trafiają milion razy do moich uszu, wyblakłe, pozbawione wydźwięku. Moje tęczówki zabarwione są jednym szczególnym marzeniem. Źrenice jednak rozszerzają się pod wpływem nienazwanego czynnika, tak cudownego, że rozsadza czaszkę. Mogę tak wiele razy wciskać "Play" i chyba nigdy mi się nie znudzi. Nienawidzę gubić się w domysłach. Chcę tylko żyć.

niedziela, 6 marca 2011

Rose light

Drżące palce gładzą policzki, zastanawiająco błądząc po płatkach zasuszonej róży. Wcale nie jest moją własnością, jest tylko wykreowanym na szybko wspomnieniem, palącym skórę. Moje włosy pachną dziś jakoś inaczej. Ogarnia mnie bardzo szczególne uniesienie, wielka niewiadoma podniesiona do kwadratu przepełniona czymś zupełnie nowym. To wszystko jest jak powiew letniego wiatru, który przynosi ze sobą zapomnienie, chwilową ulgę. Zamykam oczy. Moje źrenice błądzą już gdzieś daleko, wyrywając się z granic świadomości i umysłu. Każdy neuron milczy zgodnie, a ja zatapiam się w tej ciszy. Czuję tylko zapach mojej ulubionej herbaty, która odrywa mnie od brutalnego świata wzwyż. Burzy cały światopogląd i wkrada się głęboko w myśli. Uchodzi ze mnie mój przerażający realizm, jego miejsce zajmuje coś innego, coś znacznie lepszego. Patrzę gdzieś w dal, przed siebie. Mam w pamięci wyryty obraz tak cudownego zachodu. Sama gubię się już we wszechświecie, spadam jednocześnie lecąc gdzieś w wiadomym sobie celu. Wyciągam tylko rękę, aby chwycić coś bardzo odległego. Jedno marzenie z jakiejś nocy, które dyktuje mi rytm.

sobota, 5 marca 2011

Call me

Usłyszałam głos. Dźwięk odbijający się od ścian, trafiający do podświadomości, uderzający prosto w twarz, rozprzestrzeniający się wraz z każdym erytrocytem. Zostałam zawieszona w powietrzu, bawię się każdym atomem tak zgrabnie i bojąc się wszystkiego, co następuje. Przepełnia mnie dreszcz, jeden, bardzo szczególny. Wszechobecny każdego dnia, budzi mnie i kładzie do snu, gładzi po twarzy, szepcze szczególne słowa. Wyrywam się do niego za każdym razem, wyciągam chciwie dłonie i wciąż chcę więcej i więcej. Cicha, niekończąca się opowieść, pokryta nalotem zbyt wielu zadr i blizn. Kreujące się wspomnienia są dla mnie światłem, które wodzi mnie za nos, niczym ślepego psa. A przecież idę własną, niezależną drogą, kieruję się tak nieprzewidywalną osobowością. Słyszę tylko echo wypowiadanych słów, które same wychodzą z moich ust i machają mi na pożegnanie, umierając pośród okrywającego mroku. Lecz nawet to się zmieniło, zakrzywione całą burzą, która trafiła właśnie mnie. Liczę sekundy od błysku do grzmotu, to wszystko jest już tak blisko. Przecież ja tak bardzo kocham tańczyć w ciepłym deszczu..

piątek, 4 marca 2011

Rain

Kiedyś słowa stracą swoje znaczenie, będą tylko sieczką przeciskającą się do uszu, w ogromie bodźców będą ginącą smugą. Tak wiele rzeczy walczy o naszą uwagę, jednakże widzę przed oczami tylko to, co naprawdę ważne. Szkoda tylko, że jedna myśl tak bardzo lubi powracać. Ale czy to ważne? Zapomniałam. Chcę wydrzeć mojej pamięci to wszystko, zgnieść jak bezużyteczną kartkę i rzucić byle gdzie. Mam swoje tak długo wyczekiwane lekarstwo na paranoję, na wyciągniecie ręki. Niech tylko los nie zapragnie wybudować przede mną ściany. Bo tym razem, zburzę ją i wstawię drzwi. Wszystko jest tak skonstruowane, aby dokonywać wyborów, cała machina świata jest oparta na sieci decyzji, złych, dobrych.. Czytaj z moich oczu i uśmiechu goszczącego na ustach, niczym z otwartej książki wypadającej z zimnych palców. I choćby trzeba było powstrzymać wodospad moich policzków, nie ugnij się. Tylko wytrwałych czeka nagroda, tylko najśmielszych sława, tylko najgorszych potępienie. Wołam w zagłuszającej ciszy i macham ręką przed ślepym obliczem.

środa, 2 marca 2011

Nowhere

Chaos rozpętał się tak nagle w moim świecie. Niewzruszenie trwałam pośród ciszy podczas gdy burza szalała wewnątrz mnie. Za szybą zachodzące słońce oszałamiało i przyprawiało o niecodzienny ból głowy, zbyt wiele wspomnień cisnęło się do przeciążonej świadomości. Promienie oślepiały i czyniły z oczu istny znak zapytania, malował się w nich tylko wypaczony strach. Daleko gdzieś, tam wędrowały swobodnie moje myśli, nie spotykając nikogo na swojej drodze. Zapytane o drogę, wskazałyby tysiące wyolbrzymionych kierunków. Pojawiał się dylemat, który z nich wybrać, stać w miejscu, czy iść byle gdzie. Wszystkie drogi i tak prowadzą do jednego przeznaczenia. Nadaj mi imię, swoje własne, niepowtarzalne i wypowiedz je tak, aby odbiło się od wszystkich ścian. Tak, by echo zapamiętało je na wieczność i mgła ukazywała łaskawie wyłaniające się obiekty, zmrożone porannym tchnieniem. Chcę, by słońce rumieniło się niczym ja na samo wspomnienie. Weź mnie za rękę i prowadź, prowadź tam, gdzie jest Twój raj. Oddaję Ci całe moje zaufanie, strach i zagubienie. Bo tak naprawdę, to dopiero początek.

wtorek, 1 marca 2011

Moonlight

Długa, najdłuższa noc w moim życiu. Chcę, aby była w mojej pamięci, ku przestrodze. Nie jedna, lecz kilka. Jeszcze raz pogrążyć się w ogniu, jeszcze raz doznać wrażenia, że jestem zawieszona pomiędzy niebem a ziemią. Jednakże, rozdarcie mi w tym nie pomoże. Chcę, by to było już tylko wspomnienie, którym mogę się zachłysnąć w przypływie emocji. Wielki paradoks całej egzystencji. Bezgranicznie pławiłam się w całym swoim żalu i beznadziei, jednocześnie czułam, że rosną mi skrzydła u ramion. Dusza podzielona na pół drastycznym ruchem, jednym skinieniem. Coś trzyma moją krew, mieniącą się zbyt wieloma kolorami. I wciąż i wciąż słyszę powtarzane jedno, szczególne zdanie. Może wcale nie powinnam już nikogo słuchać. Może wcale nie mam czego żałować. Właściwie, dzisiaj jestem już pewna.