sobota, 5 marca 2011
Call me
Usłyszałam głos. Dźwięk odbijający się od ścian, trafiający do podświadomości, uderzający prosto w twarz, rozprzestrzeniający się wraz z każdym erytrocytem. Zostałam zawieszona w powietrzu, bawię się każdym atomem tak zgrabnie i bojąc się wszystkiego, co następuje. Przepełnia mnie dreszcz, jeden, bardzo szczególny. Wszechobecny każdego dnia, budzi mnie i kładzie do snu, gładzi po twarzy, szepcze szczególne słowa. Wyrywam się do niego za każdym razem, wyciągam chciwie dłonie i wciąż chcę więcej i więcej. Cicha, niekończąca się opowieść, pokryta nalotem zbyt wielu zadr i blizn. Kreujące się wspomnienia są dla mnie światłem, które wodzi mnie za nos, niczym ślepego psa. A przecież idę własną, niezależną drogą, kieruję się tak nieprzewidywalną osobowością. Słyszę tylko echo wypowiadanych słów, które same wychodzą z moich ust i machają mi na pożegnanie, umierając pośród okrywającego mroku. Lecz nawet to się zmieniło, zakrzywione całą burzą, która trafiła właśnie mnie. Liczę sekundy od błysku do grzmotu, to wszystko jest już tak blisko. Przecież ja tak bardzo kocham tańczyć w ciepłym deszczu..
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz