wtorek, 28 czerwca 2011

Senility

A oto dziadkowe cudeńka, ponad czterdziestoletni Kiev i trochę młodszy Fed 5c, moje nowe zabawki, w których zakochałam się bezgranicznie  ♥. A jutro premierowe strzelanie, oby klisza nie pękła ! ;)

wtorek, 21 czerwca 2011

Perform

Błysk. Pojedyncze tchnienie w ciemności. Wszystko przyszło samo, wydarzyło się i nie odeszło do końca. Pamiętam wymianę oddechów i bezsenne noce roztaczające się pod powiekami. Pamiętam, że wróciłam inna, zostawiłam cząstkę siebie gdzieś tam, w przeszłości, znowu paląc i budując. Chaos uniesień znowu skrada się w nocnym mroku i otula mnie mgłą o hipnotyzującym zapachu. Egoistyczny taniec tłumu, a gdzieś tam ja, pogrążona w swoim śnie, balansuję nad przepaścią. Wszystko zamknie się, i po raz kolejny wróci inne niż zwykle. Jesteśmy tak zmienni, to aż przerażające. Czy naprawdę na tyle ufasz ludziom, że możesz pokazać im swoje prawdziwe oblicze? Zdejmij maskę, a tylko wytrwali pozostaną. Mam już swoje miejsce w ciemnej otchłani, dokładnie wyobrażone i zasłużone. Ale jest pięknie, niespodziewanie pięknie. Przecież nie ma tęczy bez deszczu.

Świeżutkie zdjęcia z Holandii i Belgii, tylko z tych jestem w miarę zadowolona.






piątek, 10 czerwca 2011

Water

Magia wschodów i zachodów pochłania mnie, nie widzę nic poza czystym blaskiem wkradającym się w źrenice. Jedno mrugnięcie nie rozmywa obrazu, z każdym oddechem wszystko staje się coraz bardziej wyraźne. Niespotykana gra pozorów, eklektyczny chaos uniesień i stare piosenki, a w nich zapach deszczu i załamującego się w kroplach światła. Tak, niech stanie się światłość. Tak abym mogła odwrócić się tyłem i nadal podziwiać świat wyłaniający się z mroku. Podświadomość wyrzuca nihilizm do kosza, starą podartą kartkę. Sentymentalny porządek świata, czuję jak nadchodzi, a wtedy wszystko się zmienia, barwy zmieniają miejsce, przedmioty zyskują dech, a wszelkie istoty umierają biernie, mdlejąc na ulicach mojego miasta. Miasta niebezpiecznych marzeń, gdzie parkowa ławka jest świadkiem tysiąca wspaniałych i rozpaczliwych spotkań. Widziałam rozmyślania, kiedy czoło marszczyło się niczym zachmurzone niebo, ale oczy.. oczy jaśniały niczym rozżarzone węgle, wskazywały drogę w bardzo szczególne miejsce. Na starodawnym haju łączę się gdzieś na horyzoncie razem z linią powidoku. Zobacz, teraz wszystko jest na wyciągnięcie ręki.

sobota, 4 czerwca 2011

Eight

Zastanawiam się po tysiąckroć, dochodzę do miliona innych wniosków i w jednej sekundzie wszystko z powrotem rozpada się w pył. Opada na dno duszy, mieniąc się i za chwilę znowu wzbijając w powietrze, wzmaga dziwny niepokój. Samotność już nigdy nie nabierze takiego samego znaczenia, przecież nie jesteś sam. Nigdy. W mocy spokoju cały Twój światopogląd tonie w szklance. W szklance, która nie pamięta wody, tylko dobrze znany gorzki smak. Dmuchasz mi w twarz dymem, nieprzeciętnie upojony, przecież przekrwione oczy wolisz oglądać w pękniętym lustrze bardziej niż dobitną twarz rzeczywistości. Kropla spływa po moim ciele, rysując cały czas kształtującą się ścieżkę, po której dążę do perfekcjonizmu. Ze świadomością, że perfekcja istnieje tylko jako cel, z bezpiecznej odległości wyciągam do niego ręce, pogrążona razem z Tobą w słodkim dymie. Wcielam w życie to, co dąży do mojego snu, pięknej, wyrysowanej doskonałości. Narysowałam na karku szkic znaku nieskończoności, tak aby perfekcja nigdy nie była osiągalna i żebym mogła widzieć tylko jej odbicie. Wychodzę z moim szeptem, nieistotnym prochem wśród płonącego krzyku sześciu miliardów. Właśnie to mnie od nich odróżnia. Jestem hedonistką.