piątek, 10 czerwca 2011
Water
Magia wschodów i zachodów pochłania mnie, nie widzę nic poza czystym blaskiem wkradającym się w źrenice. Jedno mrugnięcie nie rozmywa obrazu, z każdym oddechem wszystko staje się coraz bardziej wyraźne. Niespotykana gra pozorów, eklektyczny chaos uniesień i stare piosenki, a w nich zapach deszczu i załamującego się w kroplach światła. Tak, niech stanie się światłość. Tak abym mogła odwrócić się tyłem i nadal podziwiać świat wyłaniający się z mroku. Podświadomość wyrzuca nihilizm do kosza, starą podartą kartkę. Sentymentalny porządek świata, czuję jak nadchodzi, a wtedy wszystko się zmienia, barwy zmieniają miejsce, przedmioty zyskują dech, a wszelkie istoty umierają biernie, mdlejąc na ulicach mojego miasta. Miasta niebezpiecznych marzeń, gdzie parkowa ławka jest świadkiem tysiąca wspaniałych i rozpaczliwych spotkań. Widziałam rozmyślania, kiedy czoło marszczyło się niczym zachmurzone niebo, ale oczy.. oczy jaśniały niczym rozżarzone węgle, wskazywały drogę w bardzo szczególne miejsce. Na starodawnym haju łączę się gdzieś na horyzoncie razem z linią powidoku. Zobacz, teraz wszystko jest na wyciągnięcie ręki.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz