piątek, 13 maja 2011

Highway

Przecież może być dobrze, szanse mamy ciągle niezłe. W moim ciele mają miejsce ciągłe fascykulacje, a ja coraz więcej dostrzegam, coraz więcej zapominam. Czas zatrzymał się na chwilę i przyjrzał moim oczom z zaciekawieniem. Znalazł tam układ pryzmatów, wieczny achromat ze zbyt wieloma wiązkami. Coś dziwnego roztaczało się w mojej głowie, słoneczne wzgórze oprószone rosą i porannym chłodem, zapachem deszczu i delikatnych cytrusowych perfum. Mgła zawstydzona, powoli odkrywała wdzięki zarumienionego słońca, a ja siedziałam tam i patrzyłam, jedyny widz tego romantycznego eseju wprowadzającego amnezję. Pozwól mi zapomnieć i wpaść w otchłań chmur, gdzie będę mogła przebywać bez maski, bez codziennego pyłu. Będę prawdziwa, z ostrymi krawędziami wbijającymi się w podświadomość, zarysowanymi konturami czarną kredką. Kontrast w skali szarości zdmuchuje kurz ze starych zdjęć, od czasu do czasu odwiedza mnie moja miła retrospekcja. Ma włosy zaplecione w warkocz, szminkę na ustach i róż na policzkach. Jest zupełnie nowa, a przecież cały czas każe mi się cofać. Potajemnie daję jej ambien, aż słodko zasypia, a potem sama nie pamięta już nic. Jeden błysk i tylko biały powidok na powiekach..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz