piątek, 27 maja 2011

Sun is rising

Moim oczom ukazała się tęcza, cudowny łuk z odbiciem na chmurach. Źrenice rozszerzają się z każdym wdechem waniliowego dymu, odtwarzam ten zapach wciąż i wciąż, bez żadnej nadziei. Nie potrzebuję jej, ślepej i głupiej, ciągle przechadzającej się po wszystkich neuronach. Mam swoje jutro, teraz, wczoraj.. Nie, nie ma wczoraj. Wydarta stronica z wyblakłymi literami, zapełniona znakami bez znaczenia. Rozmyte miejsca są śladami po łzach i postępującej utracie wspomnień. Zapominaj, może tak będzie lepiej. Twarz oblewa się rumieńcem na samą myśl, kiedy snuję jeszcze domysły z pozostałości starej rzeczywistości. Nadeszli reformatorzy, znowu wkroczyli do mojego umysłu. Przywołali chaos, ale teraz kurz opada na nowym porządku świata. Idę w stronę świeżego zapachu słońca, z wysychającymi kroplami deszczu na barwionych ustach i kwiatami w dłoniach. Jeden impuls, kiedy powracam na całkiem nową ścieżkę, a przecież nie znam drogi. Idę ostrożnie, bez nieodzowności wendety, wychodzę naprzeciw z porcelanową parasolką. Sytuacja pozornie niemożliwa. Jednak to kontrasty i paradoksy budują całą podstawę mojego śmiertelnego gościńca. Kiedy tak naprawdę kocham uczucie zagubienia..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz