poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Krk cz.3

Zmęczone oczy oglądały cudowny zachód, a źrenice wpadały w samozachwyt, będąc świadkami pięknych momentów. Gdzieś nad rzeką ona nie wie, że dziś on wyzna jej coś, co od dawna chciała usłyszeć. Ktoś właśnie przyjechał na rowerze i reflektuje się, że jest za wcześnie. Rozgląda się za nią we wszystkich kierunkach i oczekuje, z niecierpliwością w oczach. Dwie przyjaciółki z młodych lat utrwalają chwilę, która za kilkadziesiąt lat przypomni im się, kiedy już dawno rozejdą się w inne strony. Przecież jeszcze całe życie przed nami, a to tylko ułamki sekund..
[Zachęcam do powiększania zdjęć poprzez kliknięcie]







niedziela, 21 sierpnia 2011

Krk cz.2 b&w

Czarno-biały sen przetacza się przez podświadomość, przesuwa się klatka za klatką i światło zapisuje się we wspomnieniach. Na wieczność.





Krk cz.1

Miasto pełne różnych ludzi, setek spojrzeń, tysięcy uśmiechów i milionów błysków fleszy. Miejscami tak magiczne, że zdziwienie depcze po piętach w codziennych dzielnicach.





niedziela, 14 sierpnia 2011

Lightness

Bez światła nie ma ciemności. Jedynie w szalonych snach widzę wszystko na odwrót i kiedy jestem już na skraju szaleństwa, świat łaskawie budzi mnie z transu. Wszystko zostaje narysowane przez światło w jednym mgnieniu fotonów..

Zdjęcie wyk. Canonem 400d

niedziela, 7 sierpnia 2011

The end

Krew słońca wyłania nowe obietnice, noc zadaje ból, niepoznany przez nikogo, nieopisywany w mądrych książkach. Tylko kurz wzbija się znowu w powietrze, przez przechodzącą mimo intrygę. Wskazówki przemierzą wiele kilometrów, zanim znowu zastygnie w cichym spokoju.



sobota, 23 lipca 2011

Szuflada pełna cudów

Myślę, że czas przedstawić mój sprzęt w całej okazałości [pominę klasyczne plastiki z lat 90.]. Wszystkie działają bez zarzutu, szkoda że współczesne matryce nie są w stanie wytrwać tyle, co te proste mechanizmy.. Potrzebna jedynie klisza i chęci fotografa :) Fuji nie zasłużył na prezentację, denerwuje mnie coraz bardziej, ale dobry i on. A oto moja magiczna szuflada:

Aparat dziadka, 40-letni radziecki Kiev 4a z niezawodnym jak na razie obiektywem Jupiter 8M 50mm f/2-22 o 9-listkowej przysłonie.
Niegdysiejsza własność wujka, ale skończył u dziadka w szafie razem z Kievem. Oto radziecki Fed 5 c, młodszy od Kieva, niestety z niedziałającym już światłomierzem selenowym, 6-listkowa przysłona.
Zakupiona w antykwariacie legendarna rosyjska Smena 8M, której przedstawiać nie trzeba :)
A oto i niemiecka 60-letnia Exa, przechowywana w niezbyt korzystnych warunkach i potraktowana niezbyt delikatnie przez kuzyna [co widać na obiektywie], jednak nadal moja faworytka i jedyna lustrzanka w mojej kolekcji :) działa bez zarzutu! Do tego stary mechanizm migawki przy obiektywie i zgrane do niego, moje ulubione szkło Carla Zeissa.
Oto niemiecka Agfa Box, prosta do bólu, ma aż dwa [!] rodzaje przysłony i dwa czasy migawki. Niestety format kliszy 6x9, więc jest póki co eksponatem, czeka na lepszy moment w mojej sytuacji finansowej ;) Powierzona mi przez uprzejmego kolegę :)
Również Agfa i również trafiła do mnie przez uprzejmego kolegę. Tutaj także spotykamy się z prostym mechanizmem [aż trzy rodzaje czasów i przysłon!] i niestety kliszą 4x4.
A to już cudo, które wyszło spod mych rąk. Projekt znalazłam w internecie i nie żałuję, że szukałam należycie długo :) Jestem z niego dumna! Zaczynamy zabawę z fotografią otworkową :)))

środa, 20 lipca 2011

Sunset

Świat jest rajem, starym, zapomnianym ogrodem. Chłonącym blask i kradnącym moje serce. Świecie, zaskakujesz mnie coraz bardziej.






środa, 13 lipca 2011

Light

Spoglądam na świat zupełnie innymi oczyma, ostrość zanika gdzieś w mroku. Jaskrawe barwy wbijają się w istotę szarą, ale ja wciąż boję się otworzyć pudełko z nowymi kolorami. Połamane kredki leżą na podłodze, podarte kartki zostały już dawno wyrzucone. Zostały tylko one, martwi z przeszłości, czekający, aż ktoś znowu sobie przypomni. Blaski, poświaty, łuny, odbicia. To one malują obraz mojej podświadomości, szklana klisza wciąż przesuwa się dalej.


sobota, 9 lipca 2011

Agfa

Piękny świat. Krwiożerczy, wciągający jak nałóg i odurzający. Gdzieś na końcu zwrócą nam prawdziwe skrzydła.

22 starusieńkie winyle pamiętające jeszcze moją mamę i BARDZO stara, prosta lustrzanka analogowa Exa, tyle że ze źle zamontowanym obiektywem - oto skarby na dziś. No i Smena 8M w szufladzie.

Kilka zdjęć dla relaksu:




wtorek, 28 czerwca 2011

Senility

A oto dziadkowe cudeńka, ponad czterdziestoletni Kiev i trochę młodszy Fed 5c, moje nowe zabawki, w których zakochałam się bezgranicznie  ♥. A jutro premierowe strzelanie, oby klisza nie pękła ! ;)

wtorek, 21 czerwca 2011

Perform

Błysk. Pojedyncze tchnienie w ciemności. Wszystko przyszło samo, wydarzyło się i nie odeszło do końca. Pamiętam wymianę oddechów i bezsenne noce roztaczające się pod powiekami. Pamiętam, że wróciłam inna, zostawiłam cząstkę siebie gdzieś tam, w przeszłości, znowu paląc i budując. Chaos uniesień znowu skrada się w nocnym mroku i otula mnie mgłą o hipnotyzującym zapachu. Egoistyczny taniec tłumu, a gdzieś tam ja, pogrążona w swoim śnie, balansuję nad przepaścią. Wszystko zamknie się, i po raz kolejny wróci inne niż zwykle. Jesteśmy tak zmienni, to aż przerażające. Czy naprawdę na tyle ufasz ludziom, że możesz pokazać im swoje prawdziwe oblicze? Zdejmij maskę, a tylko wytrwali pozostaną. Mam już swoje miejsce w ciemnej otchłani, dokładnie wyobrażone i zasłużone. Ale jest pięknie, niespodziewanie pięknie. Przecież nie ma tęczy bez deszczu.

Świeżutkie zdjęcia z Holandii i Belgii, tylko z tych jestem w miarę zadowolona.






piątek, 10 czerwca 2011

Water

Magia wschodów i zachodów pochłania mnie, nie widzę nic poza czystym blaskiem wkradającym się w źrenice. Jedno mrugnięcie nie rozmywa obrazu, z każdym oddechem wszystko staje się coraz bardziej wyraźne. Niespotykana gra pozorów, eklektyczny chaos uniesień i stare piosenki, a w nich zapach deszczu i załamującego się w kroplach światła. Tak, niech stanie się światłość. Tak abym mogła odwrócić się tyłem i nadal podziwiać świat wyłaniający się z mroku. Podświadomość wyrzuca nihilizm do kosza, starą podartą kartkę. Sentymentalny porządek świata, czuję jak nadchodzi, a wtedy wszystko się zmienia, barwy zmieniają miejsce, przedmioty zyskują dech, a wszelkie istoty umierają biernie, mdlejąc na ulicach mojego miasta. Miasta niebezpiecznych marzeń, gdzie parkowa ławka jest świadkiem tysiąca wspaniałych i rozpaczliwych spotkań. Widziałam rozmyślania, kiedy czoło marszczyło się niczym zachmurzone niebo, ale oczy.. oczy jaśniały niczym rozżarzone węgle, wskazywały drogę w bardzo szczególne miejsce. Na starodawnym haju łączę się gdzieś na horyzoncie razem z linią powidoku. Zobacz, teraz wszystko jest na wyciągnięcie ręki.

sobota, 4 czerwca 2011

Eight

Zastanawiam się po tysiąckroć, dochodzę do miliona innych wniosków i w jednej sekundzie wszystko z powrotem rozpada się w pył. Opada na dno duszy, mieniąc się i za chwilę znowu wzbijając w powietrze, wzmaga dziwny niepokój. Samotność już nigdy nie nabierze takiego samego znaczenia, przecież nie jesteś sam. Nigdy. W mocy spokoju cały Twój światopogląd tonie w szklance. W szklance, która nie pamięta wody, tylko dobrze znany gorzki smak. Dmuchasz mi w twarz dymem, nieprzeciętnie upojony, przecież przekrwione oczy wolisz oglądać w pękniętym lustrze bardziej niż dobitną twarz rzeczywistości. Kropla spływa po moim ciele, rysując cały czas kształtującą się ścieżkę, po której dążę do perfekcjonizmu. Ze świadomością, że perfekcja istnieje tylko jako cel, z bezpiecznej odległości wyciągam do niego ręce, pogrążona razem z Tobą w słodkim dymie. Wcielam w życie to, co dąży do mojego snu, pięknej, wyrysowanej doskonałości. Narysowałam na karku szkic znaku nieskończoności, tak aby perfekcja nigdy nie była osiągalna i żebym mogła widzieć tylko jej odbicie. Wychodzę z moim szeptem, nieistotnym prochem wśród płonącego krzyku sześciu miliardów. Właśnie to mnie od nich odróżnia. Jestem hedonistką.

piątek, 27 maja 2011

Sun is rising

Moim oczom ukazała się tęcza, cudowny łuk z odbiciem na chmurach. Źrenice rozszerzają się z każdym wdechem waniliowego dymu, odtwarzam ten zapach wciąż i wciąż, bez żadnej nadziei. Nie potrzebuję jej, ślepej i głupiej, ciągle przechadzającej się po wszystkich neuronach. Mam swoje jutro, teraz, wczoraj.. Nie, nie ma wczoraj. Wydarta stronica z wyblakłymi literami, zapełniona znakami bez znaczenia. Rozmyte miejsca są śladami po łzach i postępującej utracie wspomnień. Zapominaj, może tak będzie lepiej. Twarz oblewa się rumieńcem na samą myśl, kiedy snuję jeszcze domysły z pozostałości starej rzeczywistości. Nadeszli reformatorzy, znowu wkroczyli do mojego umysłu. Przywołali chaos, ale teraz kurz opada na nowym porządku świata. Idę w stronę świeżego zapachu słońca, z wysychającymi kroplami deszczu na barwionych ustach i kwiatami w dłoniach. Jeden impuls, kiedy powracam na całkiem nową ścieżkę, a przecież nie znam drogi. Idę ostrożnie, bez nieodzowności wendety, wychodzę naprzeciw z porcelanową parasolką. Sytuacja pozornie niemożliwa. Jednak to kontrasty i paradoksy budują całą podstawę mojego śmiertelnego gościńca. Kiedy tak naprawdę kocham uczucie zagubienia..

piątek, 13 maja 2011

Highway

Przecież może być dobrze, szanse mamy ciągle niezłe. W moim ciele mają miejsce ciągłe fascykulacje, a ja coraz więcej dostrzegam, coraz więcej zapominam. Czas zatrzymał się na chwilę i przyjrzał moim oczom z zaciekawieniem. Znalazł tam układ pryzmatów, wieczny achromat ze zbyt wieloma wiązkami. Coś dziwnego roztaczało się w mojej głowie, słoneczne wzgórze oprószone rosą i porannym chłodem, zapachem deszczu i delikatnych cytrusowych perfum. Mgła zawstydzona, powoli odkrywała wdzięki zarumienionego słońca, a ja siedziałam tam i patrzyłam, jedyny widz tego romantycznego eseju wprowadzającego amnezję. Pozwól mi zapomnieć i wpaść w otchłań chmur, gdzie będę mogła przebywać bez maski, bez codziennego pyłu. Będę prawdziwa, z ostrymi krawędziami wbijającymi się w podświadomość, zarysowanymi konturami czarną kredką. Kontrast w skali szarości zdmuchuje kurz ze starych zdjęć, od czasu do czasu odwiedza mnie moja miła retrospekcja. Ma włosy zaplecione w warkocz, szminkę na ustach i róż na policzkach. Jest zupełnie nowa, a przecież cały czas każe mi się cofać. Potajemnie daję jej ambien, aż słodko zasypia, a potem sama nie pamięta już nic. Jeden błysk i tylko biały powidok na powiekach..

sobota, 7 maja 2011

Elizjum

Zatracam się w monologu osobowości, lecz nigdy nie stracę swojego prawdziwego oblicza, mimo blizn czy zmarszczek po uśmiechach, płaczu i gładkim licu bez emocji. W gruncie rzeczy, to część mojego życia, błądzić, wciąż błądzić po nieznanych ścieżkach Elizejskich Pól. Choć na moment wejść i wiedzieć, za czym goni się całe swoje życie. Krótki żywot, pochłaniający niebieskie kartki niczym płomień. Tak jest, ogień, wszechobecny i nieuchronny. Już dawno nie tonę w nim i nie spalam się od środka. Nastała błogosławiona cisza i melancholia wieczorów, do tego dziwny uśmiech, z którym budzę się rano na twarzy. Znowu jest jak dawniej, fala przeszła po mojej świadomości, zatrzymała się w podświadomości i poszła dalej, bezwzględnie pozbawiając tchu. Spokojnie odeszłam, nie odwracając się za siebie. Ginęłam w słońcu, przez chwilę idąc z uniesioną głową, a potem znowu wróciła stara, dobra rzeczywistość. Smakowała niczym dojrzała whiskey, jednak pozostawiała w ustach nieznany dotąd gorzki smak. Miesiąc wyjęty z życiorysu, zostanie zapisany, a niedokończone sprawy schowane do pudełka i upchnięte ze wszystkimi innymi. Postanawiam, że oddalę się od tych miejsc w moim labiryncie. Setki kilometrów stąd znajdę życie na nowo i zostanę tam, razem ze swoim doświadczeniem i starym, zakurzonym pudełkiem, które postawię gdzieś wysoko. Żeby już nigdy nie przyszło mi na myśl zadzierać głowy do góry..

środa, 4 maja 2011

Mówiłam Wam kiedyś..

Drodzy mi ludzie, i wszyscy przypadkowi!
Czytajcie, do utraty tchu chciałam wykrzyczeć wszystko w twarz niewzruszonego świata. Przecież nadzieja umiera ostatnia. Może faktycznie, po śmierci unosi się nad nami mgła. Oglądam się za siebie, jednak Wy wszyscy jesteście już odwróceni plecami, nie widzicie moich oczu pełnych nieokreślonej obawy. A jednak, chory mózg ma obawę.
Składam skargę, bezsensowny szept wokół krzyku 6 miliardów. Kogo to obchodzi, pytacie? Idźcie dalej, przecież nikt nie ma odwagi żeby się zatrzymać. Gdzieś tam jest jakieś blade światło, a ja idę w jego kierunku, jedynej rzeczy, która grzeje mnie jeszcze w policzki. O, idealna, chcę być w Twoich ramionach, obojętne jak, tylko Ty jedna przyjmiesz należycie mój lament, jaki roztoczył się przede mną. Niczym ogrom morza zlewającego się z niebem na horyzoncie...
Przecież świeci takie piękne słońce, wszystko jest tak cudowne, że trudno w to uwierzyć.. I wtedy się obudziłam. Została tylko szrama na policzku, reszta jest krwawą plamą na podłodze. Tracę oddech, przecież jest tak zimno i ciemno. Spadam, znowu odcięli mi brutalnie skrzydła, w imię niewidzialnej dla mnie zasady.

Jesteście dla mnie wszystkim, ale jednak, robicie to źle. Może faktycznie, to złe miejsce i czas. Wolę cofnąć się tam skąd przyszłam. Jesteście dla mnie narkotykiem, morfiną i heroiną jednocześnie, wieczny konflikt wartości. Przecież sami nie wierzycie we własne słowa. Nie dziedziczcie obłudy, świat i tak ma w sobie zbyt wiele hipokryzji i bolesnej prawdy.
Zostawiam Wam wszystko: proch po spalonych kartkach, ślady łez i zaschłą krew, ostatni oddech i echo wypowiedzianych słów, setki niedokończonych spraw. Umieram, moi Państwo. Nigdy, przenigdy nie sprowadzajcie Waszej miłości do pustych słów i dwukropków z gwiazdką, przecież to brzmi tak dziecinnie. Rozdaję Wam perły z moich łez, moje oczy marzą już tylko, żeby zamknąć je i zamilknąć. Nie słyszę nic. Serdecznie pozdrawiam, jednocześnie żegnając.
Bez poważania

Ktoś bez nadziei

poniedziałek, 2 maja 2011

Window

Zabrakło bandaża i środków przeciwbólowych. Teraz potrzebuję morfiny, aby wszystkimi spowolnionymi zmysłami poczuć cały swój pogmatwany świat aż do strachu i bólu, bezgranicznej rozpaczy zabarwionej moją krwią. Chcę nauczyć się latać, a przecież błądzę w bezimiennym tłumie. Po co szukam czegoś, co i tak pozostaje dla mnie ukryte? Obijam się o ludzi z twarzą bez emocji, idę sama pośród wieczornego chłodu i tonę we łzach. Przecież zawsze wracasz, słyszę tupot Twoich małych stóp, moja rozpaczy. Tak cudownie przytulasz, melancholio zabarwiona smutkiem. Szklane perły rozsypały się w chaosie po podłodze, przez chwilę wydając cichy protest, aby za moment zamilknąć gdzieś po drodze, pławiąc się w kurzu. Jestem jedną z nich, zostaję tam w zapomnieniu, znowu powracając do stęsknionego uścisku samotności. Świat budzi mnie z transu, brutalnie uderzając w twarz i pociągając wszystko za sobą. Rzeczywistość marszczy się niczym zmącone lustro wody przez łabędzie skrzydła. Los na siłę ubiera mnie w pióra i popycha w stronę światła. Niepokój, wszędzie niepokój, a przecież 24 godziny to mało. Znikam..



środa, 20 kwietnia 2011

Shiver

Chcę zniknąć, na ten jeden dzień. Zatrzymam czas, obecny będzie tylko jeden dreszcz, kiedy szłam samotnie w stronę słońca, a stary towarzysz wiatr rozmawiał ze mną, pocieszając mnie. Wpatrywałam się z mieszanymi uczuciami w horyzont, dając się oślepiać złotemu światłu, kiedy zwiedzało moje szklane źrenice. Ukryłam się za zasłoną żółtych szkieł, szłam nie wiadomo gdzie. Omijałam dom szerokim łukiem, wszystko odpychało mnie od drzwi na czwartym piętrze. Tylko chłód pchał mnie do środka, i zbyt dobrze znane ulice. Skaczę do wody, bez świadków, z wstrzymanym oddechem zamykam oczy. Koniec, pragnę końca, żeby wstać jutro bez emocji, zapracować się do granic możliwości i znowu pójść spać w zamkniętym pokoju. Bez żadnych oznak życia zapadnę się i zniknę przed światem, razem z moim chaosem myśli. Chodź tam razem ze mną, odmień wszystko na nowo, jak robisz to na co dzień.

sobota, 16 kwietnia 2011

Mist

Wszystko jest za mgłą, słońce prześwieca ją na wylot, wyłaniając delikatnie najważniejsze kontury. Rozpływam się w powietrzu, unosząc się nad ziemią, a wiatr bawi się kosmykami moich włosów, nasyconych tym wspaniałym zapachem. Jakby specjalnie, zostaje ze mną aż do wieczora, abym mogła wciąż przeżywać to wszystko jeszcze raz. Boję się. Boję się, że to wszystko pryśnie jak kolorowa bańka, która trafia na przeszkodę, albo po prostu pęka w ramionach kogoś, kto próbował ją złapać. Boję się szybkości zdarzeń i tego ogromu przede mną. Chcę tylko, aby nasz wspólny cud dalej trwał, bez zbędnego pośpiechu. Stań się moim snem, wiecznym marzeniem, które teraz się spełnia. Delektujmy się każdą chwilą, kiedy słońce całowało policzki, a my nie mieliśmy siebie dosyć. Przyjdzie czas, kiedy dokończymy wszystko kolorową kredką, zaznaczając linie i wieńcząc cały witraż naszych prywatnych momentów. Kochaj mnie, z każdym dniem coraz mocniej. I nigdzie się nie spiesz, czekałam tu przez cały czas.

czwartek, 14 kwietnia 2011

Amnesia

Zapominam o wszystkim, nieodwracalny proces w mózgu wkrada się w każde wspomnienie, które zamazuje się w pamięci. Jedna, wszechobecna już myśl, budzi mnie swoim tchnieniem i kołysze do snu, szepcząc słowa wypowiedziane gdzieś pomiędzy pocałunkami. Rzeczywistość znaczy zębami moją szyję tak pięknie, że staję się sadystką i umieram, jednocześnie rodząc się na nowo. Uzależnienie, niebezpieczne uzależnienie zawładnęło mną wśród kilku chwil, cieni i oddechów. Chcę, żeby moje życie zawsze miało w sobie tę niesamowitą spontaniczność i w jednym momencie nabierało tysiące znaczeń, rozszczepiało się na tysiące wiązek i ginęło w czerni bardzo szczególnych źrenic. Zapisuję wszystko skrzętnie, aby na zawsze mieć swój narkotyk chociaż w małej ilości. Urodziłam się, aby umierać z każdym dniem, czuć do granic możliwości i widzieć zbyt dużo, a jednak jest pięknie. Witraż stworzony ze snu teraźniejszości, wystarczyła jedna iskra, aby sprowokować pożar, jeden szept, aby stworzyć całą lawinę uczuć. Jestem płomieniem, tańczącym w farbowanym deszczu. Nie muszę wiedzieć, dokąd idę. Mam przed oczami swoje prywatne światło, które chwyta mnie w ramiona, a ja topię się w nim, aż czuję tylko dreszcze, najcudowniejsze dreszcze...

sobota, 9 kwietnia 2011

Feel

Każdy zmysł krzyczy wewnątrz mnie, chcąc jeszcze. Przecież niedawno jeszcze nie było nic, tylko ból po czymś nijakim, istna pustka. Cała burza, jaka szaleje wewnątrz, przypomina mozaikę ze wspomnień, filmów i marzeń. Sztorm krwi wydostaje się na zewnątrz, mieniąc się tysiącami barw. Słońce gładzi cudownie twarz i świeci prosto w źrenice, a ja czuję, że jestem w odpowiednim czasie i miejscu. Czekałam, czekałam długo, ale wiedziałam, że kiedyś jeszcze znajdę swoje pięć minut, tylko dla mnie. I nie będzie się liczyć już nic, tylko krople deszczu będą spokojnie płynąć jak zawsze. Będę się przyglądać każdej chwili milion razy, aż nauczę się na pamięć, nie po kolei, w cudownym chaosie wypływającym wprost z serca. Jeden ruch i wszystko się zaczęło, niech trwa jak najdłużej, a los niech nigdy nie poskąpi mi mojego narkotyku. Bo ja wcale nie wybieram się na odwyk.

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Sky

Gdzieś pomiędzy światłem a cieniem wydarzał się istny cud, spontanicznie spełniało się każde z marzeń, a zegar szalał, zupełnie jak podświadomość. Łapałam każdy oddech i moment, na zawsze zapisując w zakamarkach istoty szarej. Krew wciąż roznosi po ciele zapach waniliowego tytoniu i zielonej herbaty, słodki smak gorąca wprawia mnie w drżenie. Nie mam przed zmysłami nic innego, upajam się tylko wspomnieniem, nadal nie dowierzając, że coś takiego zapisało się naprawdę w mojej pamięci. Nie mówię nic, po prostu przeżywam wszystko od nowa, nazywam każde wypowiedziane słowo i kroplę deszczu, która dotknęła mojej skóry. Wyciągam ręce, łapiąc najwięcej jak się da, aż do bólu. Gwiazdy patrzą tylko niemo, zmieniając cały światopogląd, burząc wszystko wyciągają mnie za włosy do góry. Mówią czule, szeptem, który głaszcze mnie po twarzy. Płonę innym ogniem, a przecież to tylko kilka chwil. Świat jest już innym odbiciem, pełnym blasków zakrytym dla oczu echem. Przecież nic już nie będzie takie samo.

Tym razem pani fotograf wczuwa się w rolę modelki [fot. Anna Fidor]:

niedziela, 27 marca 2011

Entrance

Spontaniczne, jasne wspomnienia, graniczące ze snem na jawie, odtwarzane wciąż i wciąż. Bez słowa wkrada się cudowność chwili, radość wypełniająca po brzegi. Nowa fala wrażeń powodująca bezsenność, jednak jest w tym wszystkim to coś, potrzebne do wypełnienia co do mnie należy. Chcę, aby moje życie zawsze już takie było, żadnych schematów, tylko wolność. Lekko lecąc zastanawiałam się i dochodząc do zaskakujących wniosków, wróciłam do punktu wyjścia. Czuję, że to jest ten czas, to miejsce, mimo razów otrzymywanych od losu zawsze przyjdzie coś w najmniej oczekiwanym momencie, z najmniej oczekiwanej strony. W każdym razie, pogrążam się w dźwięku, zapachu pozostałym na włosach i dziękuję słońcu za całe życie.


Na deser: Koralina

piątek, 25 marca 2011

Changeable silence

Wszystko jest tak zmienne, cały miraż dźwięków, obrazów, spontaniczności, moja mała rzeczywistość tworzy jedną, nieukształtowaną całość. Świat został świeżo zburzony, aby odrodzić się na nowo, stary, powtarzający się i tak dobrze znany schemat, z napisem "Nie dotykać". Moje myśli tratują wszystko wokół, biegnąc stadem przyczyniającym się do zagłady. Gwiazdy spadają z nieba, przez moment przyglądając mi się, na chwilę współczując i zaraz zapominając, biegną dalej i dalej.. A ja stoję, pokrywam się kurzem, czekając wciąż na jeden błysk. Konkretny, wymarzony i wytęskniony, który nigdy nie miał racji bytu. Teraz już tylko przepełnia mnie dźwięk, wprowadza w trans i wyolbrzymia każdą sekundę do struktury wieku. Przyjrzyj się jeszcze raz, jeden ostatni raz. Przecież wiem, tak łatwo było to wszystko zburzyć.

sobota, 19 marca 2011

Portrait

Dziś owocna sesja z modelem o imieniu Mateusz, który dzielnie próbował się nie śmiać. Dziękuję za pozowanie, miejmy nadzieję, że dziewczynie się spodoba, a ja nie wyrzucę aparatu przez okno :)